Grassor 2010

 ~ relacja ~

A więc ...

Pewnego dnia okazało się, że nadszedł czas żeby znowu umęczyć ciało i umysł :D
Nadchodził Grassor 2010 ...

Co to jest Grassor?

(dla tych co jeszcze nie wiedzą, podobno są tacy ;) )

Grassor to impreza na orientacje, która polega na szukaniu ukrytych w terenie punktów. W kategorii pieszej, robisz przy tym ponad 100 km, w kategorii rowerowej ponad 300 km. Limit czasu: 24 godziny.
Dopiero tuż przed startem otrzymujesz mapę z puntkami i musisz odnaleźć i zaliczyć jak najwięcej punktów nie przekraczając czasu 24 h. Punkty są poukrywane za drzewem.
No i rozpoczyna się ta szaleńcza i katorżnicza jazda na rowerze. W tym roku mój debiut na rowerze (wcześniej startowałem w konkurencjach pieszych). Było o tyle trudno że na leśnych drogach było sporo piachu. Wiecie co to znaczy jechać po piachu? Często zsiadałem i prowadziłem rower przez piach. Albo omijałem jadąc po mchu.

Piekło przygotowań

Pakowanie zajęło mi w sumie jakieś 8 godzin. Cała wielka lista sprzętu. Od stoperów do uszu (żeby zasnąć) po bidon, latarki, rękawiczki...
Przykład: taki drobiazg jak chustka na szyję. W nocy temperatura spadła do koło 3 stopni! Jeśli jedziesz 20 km/h i dmucha Ci po zapoconej szyi to po 2 godzinach "nie masz szyi". A co dopiero po 24 godzinach? A takich detali jest sporo.

Start i zaczyna się

Przybycie do bazy rajdu o 2:00 w nocy. Tylko 6-cio godzinny sen. A przecież przede mną nocka bez snu!
Rano rejestracja u organizatora. Przygotowanie sprzętu.
Spotykamy się wszyscy przed szkołą, tuż przed startem, otrzymujemy mapy które do tej pory były tajemnicą i ... heja, w drogę!


Zdobywam teren, szukam punktów

Wybieram drogę na południe. Najważniejsze to znaleźć pierwszy punkt - w przeciwnym razie morale spadnie i będzie problem z kontynuowaniem rajdu. Teren bardzo urozmaicony: od płaskiego asfaltu, po zapiaszczone wzgórza, czy nierówne łąki. Zaliczam kolejne punkty. Widoki balsamują umysł, łagodzą trudy jazdy :)

Piaszczyste drogi

Organizator - Daniel Śmieja - żartował: piasku będzie po piachy. To oczywiście przesada, ale piasku było dość żeby umęczyć człowieka :)

Na trasie kolejne widoki

... i kolejne kilometry

Odcinek asfaltowy

i country w całej swej okazałości

Gdzie jest punkt Nr 2?

Jadę przez las, na naszej mapie 1:100 000 jest jedna droga leśna, w rzeczywistości jest ich dziesięć. I bądź tu mądry! Ale mimo to nawiguje sprawnie. Za kolejnym zakrętem spodziewam się punktu nr 2. Wyjeżdżam zza zakrętu i widzę kolorowe koszulki naszych. A konkretnie - dziewczyny - Ula i Kamila. Pytam czy znalazły punkt? Mówią że punkt według ich wiedzy, powinien być właśnie tutaj, tylko... go nie ma. Szukamy. Jedziemy w podobne miejsce - punktu również brak. Po dłuższym szukaniu znajduję punkt. Jest świetnie schowany. Wiele osób miała z tym punktem kłopoty. To najtrudniejszy mój punkt na całej trasie. Na szczęście wszystkie punkty do których jechałem - znalazłem. Dlatego m.in. ten mój wyjazd uważam za bardzo udany.

Kryzys:10 godzina jazdy (około 22:00)

Na punkcie 11 mam kryzys. Jazda po piaskach katuje mnie. Przy punkcie spotykam, obok Uli i Kamili - Bartka. Ponieważ zaczyna sie ściemniać, do dworu hrabiego jadę razem z Bartkiem; w nocy raźniej i łatwiej nawigować w dwóch niż samemu. Jedziemy do dworku hrabiego (punkt 14). Tam muszę odpocząć 45 minut. Oraz ubrać sie: jest zimno, bo około 5 stopni. Ubieram wszystko co mam i jest mi ciepło. Bartek jedzie dalej na PK 3 - ma sporo siły.
Z dworu wychodzi opiekun. Pyta co robię w środku nocy na tej ławce - myśli chyba że jestem pijany. Pokazuję rower i już po chwili wszystko się wyjaśnia - zna trochę rajdy i klimaty, wypytuje zainteresowany o szczegóły. Kończę odpoczynek koło 1:00.

Dodatek: Okazuje się że to nie dwór tylko zamek. I że aż do II WŚ był własnością Hochbergów von Pless, tych samych którzy byli właścicielami Zamku Pszczyńskiego (więcej o zamku Goraj). Akurat Pszczynę to znam dobrze :)

Czarnków

Jadąc do punktu nr 3 przejeżdżam przez Czarnków - prosto przez rynek. Bardzo ładna miejscowość! Sielankowy widok rynku mąci trochę kłótnia podpitych dyskotekowiczów, w której to kłótni dziewczyna krzyczy w niebogłosy "Puuuuść mnieee!". Jest godzina 1:30.

Czarnków - rynek

Świt i drugi dzień

Kolejna seria przygód: przy punkcie 10 atakuje mnie pies. Uciekam mu ale muszę wrócić. Wyciągam pompkę rowerową, rozkładam i wymachując odstraszam psa. "Boi się, więc wrócę z rajdu cało" - myślę sobie :))
Waham się czy jechać na punkt 13 bo to w obie strony około 30 km. Jadę, ale zajmuje mi to za dużo czasu więc zdążę zrobić jeszcze tylko jeden punkt przed końcem 24 godzinnego czasu.
Poniżej: śluza na Noteci, punkt 13.

Ostatni punkt

Ostatni punkt (PK1) ale czy zdążę??
Chcę zaliczyć PK1, ale mam tylko 30 minut na szukanie. Oczywiście na miejscu nie ma leśniej przecinki, która jest na mapie! Szukam punktu i czuję limit czasu na karku.
Wchodzę na górę - jeśli na niej nie znajdę punktu to koniec, nie mam czasu na czesanie okolicy. Proszę "górę" o pomoc.
JEST!
Teraz tylko ...

... szybko na metę. Eh!!! ten widok:

Meta

Zdążę przed końcem limitu czasu wracając w czasie 23 godzin 28 minut i robiąc 231 km. Zaliczam 11 punktów (ze wszystkich 18) . Najlepsi zaliczą 17 punktów i zrobią około 310 - 340 km. Zajmuję 14 miejsce na 31 uczestników. Na trasie wypijam około 6 litrów napojów i 1 kg kanapek zrobionych przez Jowitę. W tym roku żeby zaliczyć wszystkie PK na rowerze, teoretycznie trzeba by przejechać około 360 km !!!

Do następnego Grassora!
Krzysiek
"O jeden PK za daleko"

 
Przebyta trasa:
Chcesz zostawić komentarz?